• Joanna

Moje kochane nastolatki..

www.pexels.com

Moje kochane nastolatki…

Relacje z nimi nie należą do najłatwiejszych. Niestety. Kiedyś otwarte, pełne dziecięcej radości i otwartości, lubiące spędzać z nami swój wolny czas. Średnia córka jeszcze to lubi. Ale najstarsza.. u niej teraz nadeszły „mroczne czasy”. Okres dojrzewania, rozchwiane emocje, burza hormonów, bunt - czarna bluza z kapturem, kolczyk w uchu, ale przede wszystkim, inne priorytety. Najważniejsza jest grupa rówieśnicza i spędzany wspólnie z nimi czas. My „nic nie rozumiemy” (bo przecież nigdy nie byliśmy nastolatkami?!), my się na niczym nie znamy i w ogóle jesteśmy „be”. Ciężko dotrzeć, choć staram się zawsze być obok, pod ręką, na wypadek, gdyby się okazało, że akurat chce pogadać. Tak to wygląda. Jestem mamą, która czeka na swoje „5 minut rozmowy”. Jestem w zasięgu wzroku, ale nie narzucam się ze swoimi pytaniami. Jest też moje dziecko, które często przekracza ustalone granice. Sprawdza, na ile może sobie pozwolić, gdzie kończy się cierpliwość rodziców. Łamie domowe zasady, a my nie możemy bezczynnie siedzieć, patrzeć i dawać przyzwolenie na takie zachowanie. To my, rodzice, musimy wyznaczać granice. Nie dzieci.


Popełniliśmy wiele błędów w natłoku obowiązków i codzienności, ale przede wszystkim ufaliśmy bezgranicznie. To chyba uśpiło naszą czujność. Bo to już nie jest mała niewinna dziewczynka. Zaczęło się od małych kłamstw, od małych przewinień, nieodpowiedniego towarzystwa.. Finalnie okazało się, że to nasza córka wyznaczała te granice i nie umieliśmy poradzić sobie z tym, byliśmy bezsilni. Postanowiliśmy zwrócić się o pomoc do specjalisty, terapeuty. To jest ciężka praca nad sobą, swoimi demonami, słabościami, podejściem do nastolatki i jej dziwnego świata, który tak trudno nam czasem zrozumieć.


Staram się i pracuję nad sobą codziennie. Potykam się, popełniam błędy, szukam rozwiązań i odpowiedzi. Nikt mnie nie przygotował na taką rzeczywistość. Czasami czuję się, jakbym znalazła się na planie filmu, patrzę z boku i myślę „to przecież nie moje życie”. A jednak.

Obecne pokolenie nastolatków to jest zupełnie inny świat. Nie potrafię chyba go do końca zrozumieć, może nawet nie powinnam próbować. Wiem natomiast, że zrobię wszystko, żeby moje dzieci były szczęśliwe i bezpieczne. I z jednej strony pragnę, aby doświadczały wszystkiego same, poznawały otaczające je środowisko, odkrywały swoje pasje, spotkały miłość, przyjaźń.. a z drugiej zdaję sobie sprawę, jak wiele niebezpieczeństw czyha wokół, jak krucha jest często granica, jak wiele można stracić..


Bardzo ważne jest to, aby wspierać dziecko w każdej sytuacji, niezależnie od wszystkiego. Ma się czuć kochane, bezpieczne i wiedzieć, że w domu zawsze jest mama czy tata, która zrozumie (albo będzie próbować zrozumieć), która przytuli i powie „kocham cię, jestem tu”. Wiem też, jak trudne jest bycie mamą, a nie bycie koleżanką własnego dziecka. Wiem to, bo właśnie staram się odbudować tą rolę, którą od początku powinnam pełnić. Gdzieś tą granicę przesunęłam i nastolatka szybko to wykorzystała.. Oby nie było za późno..

30 wyświetlenia
 
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now